Darmowe liczniki
Kategorie: Wszystkie | Mężczyźni | Pamiętnik osobisty
RSS
poniedziałek, 19 lipca 2010

   Dzisiaj po pracy wybrałem się regenerować swoją kondycję. Mówiąc jaśniej wybrałem się do pobliskiego parku żeby trochę pobiegać. W czasie biegu było tak jak być powinno. Chyba całkowicie wyłączyłem swoje myślenie o tym co się stało i jak mi ciężko. Byłem tylko ja, otaczająca mnie natura i przyjaźnie nastawieni biegacze i biegaczki, niektórzy nawet mnie pozdrawiali podnosząc w przyjacielskim geście dłoń. Spodobało mi się to i potem pozdrawiałem każdego nadbiegającego człowieczka.

   Gdy dobiegałem już do końca trasy natura podarowała mi przepiękny zachód słońca. Żałowałem, że nie miałem w tym momencie aparatu. Opiszę go pokrótce. Niebo wyglądało tak jak by czerwień toczyła wojnę z różnymi odcieniami koloru niebieskiego. Im niżej horyzontu tym siły czerwieni wydawały się mieć przewagę, natomiast na najdalej położonych od zachodu rubieżach panował kolor błękitny przechodzący w ciemny niebieski. Gdzieniegdzie pojawiały się stadka różowo-białych upierzonych obłoków.

   I wtedy gdy tak wpatrywałem się w tę kipiel barw nagle przypomniałem sobie jak dwa lata temu, będąc nad Bałtykiem, razem z moją dziewczyną w lipcową noc wybraliśmy się na zachód słońca. Czy wtedy kiedy wypływaliśmy z wyspy Santorini w drogę powrotną na Kretę. Tak, tych chwil nie zapomnę nigdy. Jak wspaniale byłoby stać tuż obok niej i przy muzyce wygrywanej przez filharmonię świerszczy podziwiać ostatnie minuty kończącego się dnia. W takim momencie nie liczy się nic, nic poza nami. Cały wszechświat jest wtedy gdzieś poza nami. My stoimy gdzieś w samym jego środku, czujemy swą bliskość, ciepło, pulsujące serca, skąpani w otaczającej nas przyrodzie, pośród tańczących na wietrze traw, pod niebem na którym ptaki kreślą najdziwniejsze a jednak spójne kształty. Ech jakie to były piękne chwile...

 

niedziela, 11 lipca 2010

Wczoraj spotkałem się ze swoim przyjacielem, który przeżył podobny do mojego zawód. Tyle, że on zdołał już ochłonąć. Dzięki temu ma na ten temat trochę inne zdanie niż moje. Ja wciąż jestem jeszcze miotany emocjami i jak napisał bonfire, moje nastroje przypominają sinusoidę. Raz ją kocham, raz nienawidzę.

Według mojego przyjaciela zdrada nie zasługuje na przebaczenie. Lepszy jest gniew. Ma chyba tutaj dużo racji. Ja wciąż staram się doszukiwać w tym co się stało swojej winy. Mój kumpel jednak wyprostował moje wypaczone emocjami podejście. Zasugerował, abym wyobraził sobie jak to mogło wyglądać. Ten trzeci nie mógł od tak zaproponować mojej byłej dziewczynie sexu. Musiały mieć miejsce pewne etapy, musiał ją jakoś poznać, musiał jej dać do zrozumienia, że się nią interesuje, musiał ją adorować. To nie mogło trwać tydzień, zwłaszcza, że spotykali się raczej tylko w weekendy. Zatem ona weszła w ten romans zupełnie świadomie. Nie myślała o kosekwencjach swojego postępowania. Zachowała się jak zwierzątko, które robi coś i nie myśli o następstwach. Swoją drogą kobiety chyba często tak postępują. Co mogło się dziać dalej, w naszym związku panował coraz większy chłód. Wiadomo dlaczego, ona była już (przepraszam za określenie) napalona na tamtego mężczyznę. Nie chcę nawet myśleć jak mogły wyglądać jej fantazje. Ostatecznie te fantazje się urzeczywistniły. Oddała się mu. Kolega zasugerował żebym wyobraził sobie ten moment, zwolnił tempo i zwrócił uwagę na jej oczy. Gdzie były wpatrzone w momencie kiedy on trzymał ją w swych ramionach. Czy myślała wtedy o człowieku, który ją kochał, a którego właśnie poświęciła. Kolega kazał mi się skupić na każdym momencie tego zwierzęcego aktu, do którego doszło. Jego każde wtargnięcie w nią, co ona wtedy myślała, czy myślała o mnie - na pewno nie. A potem marzyła i tęskniła do niego. Nie mogła się doczekać spotkania z nim. Tu nie można mówić o chwili zapomnienia, czy o małym skoku w bok - bo takie słowa wytłumaczenia też od niej usłyszałem. Jej koleżanki powiedzą, że to co się stało było efektem tego, że w związku był kryzys. Przepraszam bardzo, czy inteligentni i dojrzali ludzie tak rozwiązują problemy (przepraszam za określenie) - rozstawiając nogi? Dojrzali ludzie w momentach kryzysowych powinii zachowywać się inaczej. Nie ma wątpliwości to co się stało nie zasługuje na przebaczenie.

Mój kolega wyciągnął mnie też z poczucia winy, w które wkręciła mnie moja była wraz z jej najlepszą kumpelą. Dla nich to, że odczytałem archiwum rozmów z naszej klasy było nie do zaakceptowania. Tak, ale jak powiedział mój kumpel, nie było by tego wszystkiego bez poważnych przesłanek jakie się pojawiły. A co może miałem pozwolić na to abym dalej żył w kłamstwie i aby przyprawiała mi bezkarnie rogi?

Kolega powiedział mi również, że bez bólu się nie obejdzie. To akurat wiem. Bo boli jak nigdy. Mało śpię, mało jem, często do oczu cisną mi się łzy. Gdy mam wyjść gdzieś gdzie mogę spotkać kochające się pary to dopada mnie dół. Są we mnie żal, złość, tęsknota i obrzydzenie. Taki koktajl zafundowała mi osoba, która ponoć mnie kochała.

piątek, 09 lipca 2010

Dzisiaj wprowadzam się do mieszkanka, w którym rozpocznie się nowy etap w moim życiu. Ciekawe jak szybko uda mi się pogodzić z tym co się stało. Chciałbym zasnąć i obudzić się już w nowej rzeczywistości, zapomnieć że ktoś mnie skrzywdził. Wiem, że tak się jednak nie da. Najgorsze jest to, że chyba całkowicie straciłem zaufanie do ludzi, przynajmniej na jakiś czas.

Ciekawe, czy ktoś kiedyś pomoże mi odbudować wiarę w ludzi?

wtorek, 06 lipca 2010

Dzisiaj, dwa dni po tym jak odkryłem przykrą prawdę, miałem trochę czasu na przemyślenia o tym co zaszło i na trzeźwą ocenę sytuacji. Wzniosłem się ponad swój ból i złość aby ujrzeć tę sytuację z innej perspektywy. Zrozumiałem, że w każdej minucie na świecie są dziesiątki, setki a może tysiące takich par jak nasza. Część z porzuconych osób będzie się nad sobą użalać i rozpamiętywać miniony czas a część podniesie się szybciej z tego marazmu i ruszy na wyprawę w swoje wnętrze aby przypomnieć sobie kim tak naprawdę jest.

Ja chyba dzisiaj to zrozumiałem. Brzydzę się tym co zrobiła moja była dziewczyna. Dwa miesiące okłamywała mnie na każdym kroku. Żyłem w obłudzie i cierpiałem. Nie potrafiłem skupić się na niczym innym, jak tylko na analizowaniu co się dzieje i jak uniknąć tego co wisiało w powietrzu. Teraz miałbym być dalej pogrążony w takim stanie. Nie! Dosyć tego. Jeśli wciąż bez ustanku o czymś myślisz w określony sposób to przyciągasz do siebie coraz więcej takich myśli. Dochodzisz do momentu kiedy nie jesteś już w stanie myśleć inaczej. Ja tak nie chcę. Koniec z tym. Zrozumiałem, że moja wina w porównaniu z jej winą jest malutka. To nie ja zrezygnowałem z zaufanego i oddanego partnera, który chciał razem z nią iść przez życie w tych dobrych i złych chwilach. To nie ja wybrałem łatwiejsze rozwiązanie naszego kryzysu rzucając się w ramiona jakiegoś faceta, który według mnie wykorzystał chwilę słabości mojej byłej dziewczyny. Aby zrealizować swoje cele, które są dla mnie jasne, wykorzystał to, że w naszym związku nie było idealnie. Stał się takim osobistym aniołem stróżem mojej byłej dziewczyny, a kiedy zdobył już jej zaufanie odebrał od niej to o co tak rzeczywiście mu chodziło. Może się mylę i może to co jest pomiędzy nimi to wielka miłość. Jednak nie zmienia to mojej oceny tego co się stało, dla kilku chwil uniesienia i fascynacji nigdy nie poświęciłbym partnera, który kochał tak jak ja. To co zrobiła to po prostu świństwo najwyższej klasy. Jak można było nie myśleć o ludziach, którzy będą ofiarami tych czynów. Chodzi nie tylko o mnie, ale też o żonę i dziecko tego człowieka. Napiszę to jeszcze raz: BRZYDZĘ SIĘ TYM I LUDŹMI, KTÓRZY TAK POSTĘPUJĄ! Kochałem tą dziewczynę sprzed tych dwóch miesięcy. Jeśli byłaby w stanie przyznać się do błędu to pewnie mógłbym spróbować odbudować z nią nasz związek, inaczej nie widzę takiej możliwości.

Od dziś koniec żali i lamentów. Wiem, że jestem wartościowym młodym człowiekiem, który ma marzenia i chce je zrealizować. Kiedy jesteśmy sami możemy całą swoją energię ukierunkować na pozytywne działanie i rozwój swojej osobowości. Uśmiechajmy się do ludzi i patrzmy w przyszłość z podniesionym wysoko czołem. Chwytajmy szczęście pełną piersią, inaczej samo do nas nie przyjdzie i warto to sobie uzmysłowić. Jeśli ciągle myślisz negatywnie o sobie to doprowadzisz do urzeczywistnienia się tych myśli. Dlatego od dziś koniec z tym. Świat jest piękny, tym którzy chcą go podbić los daje wiele możliwości do osiągnięcia tego celu.

A byłbym zapomniał! Dzięki Bonfire, extra kawałek! Posłuchajcie

 Dub FX - Love Me Or Not

poniedziałek, 05 lipca 2010

Byliśmy ze sobą 7,5 roku - za pierwszym razem prawie 4 lata, potem rok przerwy, potem 3,5 roku. 7,5 roku to szmat czasu. Mnóstwo wspomnień, miejsc, melodii. Teraz trzeba to wszystko schować w najgłębsze zakamarki, a może zniszczyć wszystkie pamiątki? Nie wiem co mam zrobić?

Dzisiaj będzie krótko i banalnie.

Na końcu pokoju stoi torba, w której przyniosłem już jedną z ostatnich partii swoich rzeczy. W tej torbie są dwie kartki - walentynki, które odnalazłem na dnie szuflady w naszym mieszkaniu.

Zastanawiam się czy do niej podejść i jeszcze raz przeczytać co jest w nich napisane, to będzie taki mały powrót do przeszłości, ale tylko na chwilkę. A co tam, raz kozie śmierć!

Na jednej z nich jest banalny wierszyk:

Witam Ciebie Misiu

chcę pogłaskać Cię po pysiu

Buzi dam i przytulę...

Tylko napisz do mnie czule!

Ja Cię kocham

Dobrze wiesz i dla Ciebie jest ten wiersz.

Dla kochanego słoneczka!


Na drugiej podobny:

Kochanie nastaw uszka

I zapytaj się serduszka

Niech Ci powie jego bicie

Że ja Kocham Cię nad życie!

 

Co tu kryć, jest mi ciężko. Co zrobić z tymi wszystkimi pamiątkami?


Tak, dzisiaj będzie o tym co może się wydarzyć w przyszłości. Czy potrafiłbym wybaczyć zdradę? Zastanowię się również nad tym co może popychać drugą osobę do zdrady. Powiem trochę o swoim zachowaniu, które powodowane emocjami często znosiło mnie na mielizny.

Od czego zacząć normalne życie po tej burzy? Chyba trzeba poukładać sprawy, które były do poukładania jeszcze przed burzą i wyznaczyć sobie jakieś cele. Jeśli nie będą widział dokąd zmierzam to chyba nigdy tam nie dotrę.

Muszę dołożyć wszelkich starań, żeby pomóc wyjść mamie z depresji.

Mam do zdania w sesji poprawkowej pewien ważny dla mnie egzamin, muszę zrobić wszystko żeby go zdać. To będzie taki mój cel krótkoterminowy.

Przydałoby się też w końcu zdać egzamin na prawojazdy. Zatem mam już dwa cele na horyzoncie. Nie mogę też zapominać o sobie, może jakaś siłownia dla poprawienia kondycji.

Cele już jakieś mam. O tych długoterminowych muszę jeszcze trochę pomyśleć.

Przejdźmy może do tematu zdrady. Dlaczego tak jest, że bliska nam osoba zdradza? Według psychologów może dochodzić do zdrady z kilku powodów.

Po pierwsze zaczyna tej osobie brakować w związku zrozumienia, czułości i zainteresoania. Może się tak dziać z różnych powodów. Partnerzy mogą spędzać ze sobą coraz mniej czasu z przyczyn nie zależnych od nich - praca, szkoła itd. Zaczynają częściej przebywać z innymi osobami. Jednak wciąż im czegoś brakuje, brakuje im tych wszystkich czynników, które wymieniłem wcześniej. Zaczynają przypatrywać się innym osobom i jeżeli natrafią na taką, co do której mają przypuszczenie, że może dać im to czego najbardziej im brakuje to może wtedy  dojść do takiej zdrady.

Czasami do zdrady może dojść z powodu zauroczenia, chwili słabości.

Czasami może dlatego, żeby zasygnalizować partnerowi i udowodnić sobie, że wciąż są osoby, które dostrzegają w nas wartościowe i pociągające osoby, z którymi warto się związać.

Czasami to zachowanie naszego partnera w danym okresie czasu może dosłownie wypchać nas w dłonie tego drugiego człowieka.

W wszystkich tych sytuacjach można by chyba zaradzić, odpowiednio szybko reagując szczerą rozmową i wolą zmian. Przecież kochamy osoby z, którymi jesteśmy. Nie wierzmy w stereotypy, które mówią, że zachowania człowieka nie da się zmienić. Wszystko zależy od tego człowieka i jego otoczenia.

Czy potrafiłbym wybaczyć zdradę? Myślę, że tak, ja zbyt mocno kochałem i ceniłem swoją dziewczynę aby tak łatwo przekreślić to co było dobre. Skoro doszło do tej zdrady to znaczy, że w naszym życiu zaczęło dziać się źle. Ja wiem, że zrobiłem błąd kontrolując ją. Co może mnie usprawiedliwiać to to, że ta kontrola zawsze związana była z kryzysami w naszym związku, przez całe osiem lat zdarzyło się tak 2 razy. Za każdym razem brakowało mi z jej strony szczerej rozmowy, w której powiedziałaby co się dzieje w jej życiu, że oddaliliśmy się od siebie. Brak tej wiedzy popychał mnie w stronę rozwiązań, z których nie jestem teraz dumny. Właściwie to jestem zły, ale dzięki temu mam nauczkę, być może zbyt słabo strałem się nakłonić ją do rozmowy. Tak, ta kontrola mogła ją wypchać w dłonie obcego faceta. Dziwię się tylko, że tak szybko mu zaufała. Tak jak napisałem potrafiłbym wybaczyć zdradę. Co nas nie zabije to nas wzmocni.

Ostatnio powiedziała mi, że się mnie boi. Wiecie jak to zabolało, ja który chciałem być dla niej podporą usłyszałem coś co zwaliło mnie z nóg. Nigdy nie mógłbym jej skrzywdzić, ale w przypływie emocji związanych z tym co odkryłem powiedziałem parę zdań za dużo. Też tego żałuję. Wszysko przez to, że pobiegłem do niej załatwiać nasze sprawy zaraz potem jak się dowiedziałem o tej zdradzie. Kipiałem od bólu, złości i smutku. W takim stanie powinienem był się zamknąć w domu i przeczekać tą niszczącą falę.  Czas na rozmowę przyszedłby sam.

Cóż teraz to wiem. Wiem też, że jestem w stanie wybaczyć zdradę i zbudować wszystko od nowa. Czas pokaże jakie będą moje dalsze losy. Najważniejsze to nie tracić czasu na smuty, trzeba iść do przodu, świat nie staną w miejscu i nie będzie na mnie czekał.

 

11:50, shadowman30
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 lipca 2010

Wiem, że wszyscy obrońcy prawa do prywatności drugiego człowieka będą mi mieli za złe, że wszedłem w posiadanie archiwum rozmowy między moją dziewczyną a pewnym kochającym mężem oraz tatusiem zarazem. Z rozmowy wynika jedno, moja dziewczyna, którą tak kochałem od jakiegoś już czasu miała romans z bogatą historią łóżkową, o której można wyczytać z rozmowy. Wyobrażacie to sobie studentka niszczy życie jakiejś kobiecie i jej dziecku. Ja czułem już od dłuższego czasu, że coś w naszym związku jest nie tak. Z jej strony brakowało szczerej rozmowy, była tylko obłuda i kłamstwa, ale jak to mówią każde kłamstwo ma krótkie nóżki. Nie wytrzymałem już robienia ze mnie idioty i wykorzystałem swoje umiejętności, aby sprawdzić co się dzieje. Przynajmniej teraz już wiem z kim spędziłem prawie 8 lat swojego życia. Czasami wydawało mi się, że było pięknie, pewnie był taki okres w naszym związku, że było pięknie, inaczej nie wróciłaby do mnie po naszym pierwszym rozstaniu. W sytuacji kryzysowej wybrała romans z studiującym tatusiem i okłamywanie osoby, która tak bardzo ją kochała. To żałosne jacy potrafią być niektórzy faceci a dziewczyny naiwne. Nie wiem czy jeszcze będę miał siłę na pisanie tego bloga. Nie wiem czy normalnie dzisiaj zasnę, nie wiem co będzie jutro? Nie wiem nawet czy lepiej mi z tą wiedzą, chociaż czuję się jakby kamień spadł mi z serca. Może to dlatego, iż przekonałem się ile była warta moja ukochana dziewczyna...

 

A i jeszcze jedno, przyjaciółka mojej dziewczyny kiedy u nas była ostatnio o wszystkim wiedziała. Chłopaki uważajcie z kim się zadajecie, jak macie jakieś przeczucie (ale takie poważne) to nigdy go nie lekceważcie. Przyjaciółki zawsze trzymają razem.

Właśnie byłem w kuchni i spostrzegłem, że wschodzi słońce, czyż to nie dziwne, dwie godziny po tym jak wszystkiego się dowiedziałem. Nie wierzę w symbole, ale jeśli już miałbym w nie wierzyć to ten oznacza, że skończyła się noc i nowy nieznany dzień budzi się do życia...

03:25, shadowman30
Link Komentarze (2) »
czwartek, 01 lipca 2010

Moje dwie ukochane dziewczyny

Dzisiaj się wyprowadziłem, wprawdzie narazie do mieszkania kolegi, ale w planach mam poszukiwanie mieszkania.

Wierzcie lub nie, ale nie wiem co mam robić.

Siedzę w pustym pokoju, w prawie pustym mieszkaniu i wiem, że bardzo potrzebuję jej miłości.

Przepraszam, że dzisiaj moje myśli są takie rozbiegane, ale jest mi ciężko i nie mam zamiaru udawać silnego maczo, nie to nie ja. Moje serce czuje się jak na uwięzi.

Zdjęcie, które zamieściłem jest dość wymowne, ona odeszła, ale już wiem że jej też jest ciężko, ma spuszczoną głowę. Chciałbym żeby była szczęśliwa dlatego pozwolę jej odejść skoro tego chce. Mogę cierpieć dla niej, skoro tak ma wyglądać jej droga do szczęścia.

Co mnie czeka przez jakiś czas - powroty do obcego mieszkania, w którym nikt nie przywita cię z uśmiechem tak radosnym jak Jej. Śniadania w samotności, pewnie bezsenne noce, chociaż chciałbym żeby było inaczej, żebym chociaż mógł się nią cieszyć w snach.

Bardzo lubiłem Jej głos, teraz słyszę tylko dudniącą w ciemności ciszę.

Żebym tylko nie stracił ochoty na życie, muszę się jakoś trzymać. Powtarzam to sobie cały czas. Wiem, że użalanie się nad swoim losem nic mi nie da, ale wydaje mi się, że tłumienie swojego cierpienia też nie jest dobre.

Najgorsze dopiero przede mną...