Darmowe liczniki
Kategorie: Wszystkie | Mężczyźni | Pamiętnik osobisty
RSS

Pamiętnik osobisty

czwartek, 23 stycznia 2014

   Po ponad trzech burzliwych, a jakże, latach wracam do swojej historii. Po drodze przydarzyło mi się wiele dobrych i wiele złych rzeczy albo wiele złych i dobrych raczej. Jedno jest pewne, teraz to wiem, czas moi przyjaciele rzeczywiście potrafi leczyć rany. Kiedyś myślałem, że to tylko jeszcze jedno wyświechtane porzekadło ludowe. Teraz mogę z przekonaniem stwierdzić, że miłość, która nieomal wyrwała mi serce z piersi, jest mi teraz obojętna.

   Nie potrzebowałem aż trzech lat, myślę, że po ok. 2 latach osiągnałem już ten błogi stan. Nie myślcie jednak, że przez ten okres gdy mnie tu nie było, tkwiłem w nicości. Wręcz przeciwnie, to był okres bogaty w przeróżne doświadczenia, nie wiem czy znajdę odwagę, żeby napisać tu o wszystkich, pożyjemy zobaczymy. Teraz jednak wiem, że o pewnych chciałbym zapomnieć jak najszybciej, stąd pora na reset i zaczynamy wszystko od zera... A, tylko nie z nią, tak jak mówią słowa piosenki, te wersy są już nieaktualne :)

wtorek, 08 marca 2011

   W takich dniach jak dzisiejszy zwykłem powtarzać "Dzień jak co dzień". Czyż nie? Słońce świeci jak co dzień, trzeba pójść do pracy jak co dzień, do szkoły jak co dzień. Potem obiad jak co dzień, itd.
Chciałbym jednak podarować wszystkim kobietom odrobinę marzeń dzisiejszego dnia. Jeśli właśnie znalazłyście chwilkę, aby zajrzeć na mojego bloga, to ja chciałbym zabrać Was na jedną z greckich wysp. 

   Wyobraźcie sobie, że jest noc. Siedzicie ze swoim ukochanym w jednej z restauracji, niemalże na plaży. Na stoliku stoi butelka wina, jego zniewalający aromat jest zasługą owoców, które dojrzewały na wulkanicznych skałach skąpanych w greckim słońcu. Fale rozbryzgujące się na wyciągnięcie ręki, przynoszą wam ulgę, po gorącym dniu spędzonym na wyspie. W wielkich lampkach wypełnionych winem odbija się blask księżyca i towarzyszących mu gwiazd. Z dala dobiega muzyka, taka jak ta, której słuchacie teraz. Wasze spojrzenia co chwilę się spotykają i nie mogą rozejść. To nic, że milczycie. Nie musicie nic mówić, wasze serca mówią za Was. Niech każda z Was sama dopisze sobie zakończenie tak miło rozpoczętego wieczoru. 

   I to są właściwie moje życzenia dla Was w tym dniu jak co dzień. Niech się Wam to kiedyś przydarzy.
piątek, 04 marca 2011
Things'll be great when you're...


   Tak, może to szalone, a może nie tak bardzo. Przed chwilą dzwonił kolega. Zapytał czy przyjadę na imprezkę. Pora jest już dosyć późna, ale co tam. Odkąd jestem sam, nauczyłem się jednego. Życie jest zbyt krótkie, żeby marudzić. Jeśli ktoś wyciąga do Ciebie dłoń, nie warto odmawiać. Pamiętam, jak raz zamawiałem taksówkę o 23. Czasami czujesz, że mimo późnej pory powinieneś zapomnieć o swoich kłopotach i ruszyć na miacho. Ono czeka na Ciebie. Ja teraz też tak czuję. Ten tydzień był dla mnie cholernie męczący i stresujący. Dlaczego miałbym teraz siedzieć w swoim pokoju i jak emeryt wlepiać ślepia w monitor, patrząc jak inni cieszą się życiem. 

   Za chwilę otworzę więc swoją szafę, założę coś odpowiedniego i już mnie tu nie będzie. Tak, należy mi się, za te ciężkie tygodnie. Uff, moja mama wyszła ze szpitala, czuje się już lepiej. Miejmy nadzieję, że tak szybko tam nie wróci. Z tatą nie idzie nam łatwo. Ciężko przekonać go, że papierosy i kawa nie są już dla niego, ale będziemy nad tym pracować.

   Na czym to ja skończyłem? A... Jakieś wdzianko i na imprę. Wiecie co, kiedyś jak byłem w związku, to chyba nie potrafiłem się tak cieszyć, jak teraz na myśl, że ruszam na miacho. Teraz wow. Może kogoś poznam :) Może na dłużej. Może... A może nie :) To nieważne!. Zrzucę z siebie cały stres, który nagromadził się w różnych częściach mojego ciała przez ostatnie tygodnie. Za chwilę będę siedział już w taksówce. Zapomnę o całej reszcie swojego życia. Z każdym miniętym skrzyżowaniem, będę pozbywał się kolejnych przykrych myśli. Aż w końcu usłyszę od taksówkarza - "Miłego wieczoru!", podziękuję i już zupełnie bez zmartwień i trosk, pewnym krokiem ruszę w stronę tętniącego życiem rynku :) Potem zanurzę się w wesołym i rozbawionym tłumie i będzie super. Tak, bez względu na to czy kogoś poznam, czy nie, będzie super :) Totalny luzik. Więc...

"(...) Just listento the rhythm of a gentle bossa nova 
You'll be dancing with him to before the night is over 
Happy again (...) "

Martitka nie gniewaj się :)      
poniedziałek, 14 lutego 2011

   
   Jedynymi akcentami związanymi z dzisiejszym świętem w moim dzisiejszym wpisie pozostaną tylko frezje i muzyka. Dlatego osoby, które nie chcą psuć sobie nastroju nie powinny czytać dalej tego wpisu. Sam się sobie dziwię, że w ogóle znalazłem jeszcze siły, żeby tu zajrzeć. 

   Miniony tydzień minął mi niepostrzeżenie. Każdy dzień od rana (jeśli tak można nazwać godzinę 9) do późnego wieczora (jeśli tak można nazwać godzinę 23) wypełniony był pracą. To chyba taka moja reakcja obronna na sytuację z jaką przychodzi mi się zmierzyć. Jest trudna. Sam się sobie dziwię, że znajduję jeszcze siły. Z drugiej strony nie mam chyba dużego wyboru. Zauważyliście pewnie, że w moich wpisach przewijał się głównie temat związany z jedną osobą. Ostatnimi czasy los postanowił mnie znowu zaskoczyć. Tydzień po tym jak moja mama trafiła do szpitala rozchorował się tato. Dzisiaj był u lekarza i diagnoza nie jest jeszcze do końca znana, ale ciśnienie 260/140 mówi samo za siebie. Lekarka była, mówiąc najprościej jak tylko się da, w  szoku. Ja też. Z drugiej strony czego można było się spodziewać, skoro tato zwykł wypijać czasami 4 kawy dziennie, że o papierosach już nie wspomnę. Sprawa jest raczej poważna. Przede mną tyle niewiadomych, że aż boję się o tym myśleć. Wiem, nie będę o tym tyle myślał bo zwariuję. Muszę tylko pomóc mojej siostrze, która została z tym sama. Mój młodszy brat, który mieszka z rodzicami i z moją dzielną 16-letnią siostrą musi niestety pracować, jak my wszyscy dzisiaj. Do tego wszystkiego ma teraz zjazd na uczelni, więc nie dość, że nie ma go praktycznie w tygodniu, to podobnie sprawa ma się na weekend. Właśnie, weekend spędziłem w domu razem z siostrą i tatą. Po całym tygodniu pracy można powiedzieć, że pojechałem do kolejnej. Zakupy, sprzątanie, gotowanie. Czułem się, jak bym miał troje dorosłych dzieci. Ale wiecie co, dostałem takiej siły, że zasuwałem w sobotę do 2 nad ranem, a wierzcie mi, jak w domu zabraknie kobiecej ręki, a do tego chory i osłabiony tato, to roboty jest co nie miara. Nie będę ukrywał, że martwi mnie ta cała sytuacja, ale cóż mogę zrobić? To ja jestem najstarszy i nie pozwolę na to, żeby mojemu rodzeństwu działa się jakaś krzywda. Chodzi mi zwłaszcza o moją siostrę. Ona jak każda dziewczyna, bardzo martwi się o swojego tatę. Sama potrzebuje teraz dużo wsparcia. Od 1,5 roku walczy z zaawansowaną skoliozą i praktycznie nie rozstaje się z gorsetem. Dzień i noc jak w pancerzu. Jest bardzo zdolną dziewczyną. W tym roku kończy gimnazjum, a tu masz, taki prezent od losu. Muszę być jednak dobrej myśli, na kolejny weekend też się wybiorę do  domu. Bez dwóch zdań, teraz najważniejsza jest moja rodzina.
W pracy też muszę dawać z siebie wszystko. Zastanawiam się na ile starczy mi paliwa. Żebym tylko nie przeholował z tym wszystkim. W całym tym zamieszaniu zupełnie zapomniałem o sobie :(

   Frezje... Uwielbiam ich zapach, niech to będzie moja walentynka dla tej, której jeszcze nie spotkałem... 


czwartek, 03 lutego 2011
 

   Wiem co niektórzy z Was pomyślą, czytając mój dzisiejszy wpis. Chwileczkę, przecież ta historia miała być już zamknięta. Miała spocząć na zakurzonym regale historii zakazanych. Postanowiłem jednak jeszcze dopisać do niej kilka zdań zanim stanie się tylko jednym z kolejnych gratów, jakie zdążyłem już w swoim życiu nagromadzić. Nie chcę się zaklinać, że to już na pewno ostatnie zdania, ale jest taka szansa. Dzisiaj chcę poruszyć kwestię, dosyć istotną i pewnie kontrowersyjną. Pewna osoba bardzo chciała poznać moje zdanie na temat, który w naszym społeczeństwie jest traktowany stereotypowo. Chodzi o sytuację, którą można opisać w dwóch słowach, które widnieją poniżej. 

Rozbijanie małżeństwa

   Temat niełatwy. Przyznacie. Moje przekonanie co do tej kwestii ewoluowało od momentu kiedy uważałem, że rozbicie komuś małżeństwa to największe świństwo jakie można komuś zafundować. Każdemu kto twierdzi, że rozbicie małżeństwa jest godne tylko potępienia, można postawić poniższe pytania.

Czy chcielibyście żyć z osobą, która Was nigdy nie pokocha tak prawdziwie i tak pięknie jak Wy ją kochacie? 

Czy chcielibyście do końca życia patrzeć na jej udawane szczęście?

Czy chcielibyście żyć w lęku, że Was kiedyś opuści? 

   Nic na siłę, to takie proste stwierdzenie, ale bardzo prawdziwe. Skoro kogoś kochamy, to chcemy jego szczęścia. Skoro ten ktoś nie może być z nami szczęśliwy, to czy mamy prawo go za to obwiniać? Jeśli naprawdę go kochamy, to powinniśmy mu pomóc w odnalezieniu jego szczęścia. Miotanie się i próby utrzymywania związku na siłę są zbędne i szkodliwe. W tym momencie mogłyby paść z Waszej strony argumenty typu: A co jak w małżeństwie są już dzieci, a co jak nasz partner padł tylko ofiarą jakiegoś zauroczenia? Zacznijmy od dzieci. Nikt nie powiedział, że z chwilą gdy kończy się małżeństwo to zanikają więzy pomiędzy rodzicami a dzieckiem. Owszem rodzina już nie jest taka sama jak przed rozstaniem, ale czy gdyby bronić jej spójności na siłę to czy osiągnęlibyśmy to, czego wszyscy chcemy? Czy osiągnęlibyśmy szczęście? Pewnie w niektórych przypadkach byłoby to możliwe. Jest jednak jeden warunek, osiągnięcie wspólnego szczęścia powinno być celem obojga partnerów. Jeśli tak nie jest, to tak jak już wcześniej pisałem, po co się męczyć, po co grać w tę obłudną grę, której na imię kochająca się rodzina. Nie lepiej rozejść się w cywilizowany sposób, bez inwektyw, wzajemnego obwiniania się. Po co fundować dzieciom te wszystkie przykrości. Przecież można inaczej. Po co pokazywać dzieciom, że szacunek dla drugiej osoby jest nieważny, kiedy tylko zagrożone jest nasze szczęście. To bardzo egoistyczne. Często dzieci stają się dodatkowo kartą przetargową w rękach tych, którzy nie chcą by odszedł od nich partner. Widzisz kochanie tatuś już nas nie kocha, widzisz skarbie mamusia nas nie kocha, gdyż jej serce należy już do innego pana. Ile w tym zakłamania. Nie jestem jeszcze rodzicem, ale nigdy nie przestałbym kochać własnego dziecka, przecież to cząstka mnie. Najważniejsza osoba na świecie. Życie niestety nie jest takie proste jak się nam wydaje. Wychowaliśmy się w otoczeniu, w którym kult małżeństwa był bardzo silny. Ja jednak uważam, że nie ma sensu tkwić w małżeństwie, w którym po miłości zostały tylko wspomnienia. Cóż zrobić, jeśli między dwojgiem ludzi rodzi się prawdziwa miłość, to chyba nie warto stawać im na drodze ku szczęściu. To tylko moje zdanie. Kiedyś było inne. Kiedyś było mi ciężko zrozumieć, że moja dziewczyna może być szczęśliwsza z kimś innym. Ale teraz patrzę na to inaczej.

  
wtorek, 06 lipca 2010

Dzisiaj, dwa dni po tym jak odkryłem przykrą prawdę, miałem trochę czasu na przemyślenia o tym co zaszło i na trzeźwą ocenę sytuacji. Wzniosłem się ponad swój ból i złość aby ujrzeć tę sytuację z innej perspektywy. Zrozumiałem, że w każdej minucie na świecie są dziesiątki, setki a może tysiące takich par jak nasza. Część z porzuconych osób będzie się nad sobą użalać i rozpamiętywać miniony czas a część podniesie się szybciej z tego marazmu i ruszy na wyprawę w swoje wnętrze aby przypomnieć sobie kim tak naprawdę jest.

Ja chyba dzisiaj to zrozumiałem. Brzydzę się tym co zrobiła moja była dziewczyna. Dwa miesiące okłamywała mnie na każdym kroku. Żyłem w obłudzie i cierpiałem. Nie potrafiłem skupić się na niczym innym, jak tylko na analizowaniu co się dzieje i jak uniknąć tego co wisiało w powietrzu. Teraz miałbym być dalej pogrążony w takim stanie. Nie! Dosyć tego. Jeśli wciąż bez ustanku o czymś myślisz w określony sposób to przyciągasz do siebie coraz więcej takich myśli. Dochodzisz do momentu kiedy nie jesteś już w stanie myśleć inaczej. Ja tak nie chcę. Koniec z tym. Zrozumiałem, że moja wina w porównaniu z jej winą jest malutka. To nie ja zrezygnowałem z zaufanego i oddanego partnera, który chciał razem z nią iść przez życie w tych dobrych i złych chwilach. To nie ja wybrałem łatwiejsze rozwiązanie naszego kryzysu rzucając się w ramiona jakiegoś faceta, który według mnie wykorzystał chwilę słabości mojej byłej dziewczyny. Aby zrealizować swoje cele, które są dla mnie jasne, wykorzystał to, że w naszym związku nie było idealnie. Stał się takim osobistym aniołem stróżem mojej byłej dziewczyny, a kiedy zdobył już jej zaufanie odebrał od niej to o co tak rzeczywiście mu chodziło. Może się mylę i może to co jest pomiędzy nimi to wielka miłość. Jednak nie zmienia to mojej oceny tego co się stało, dla kilku chwil uniesienia i fascynacji nigdy nie poświęciłbym partnera, który kochał tak jak ja. To co zrobiła to po prostu świństwo najwyższej klasy. Jak można było nie myśleć o ludziach, którzy będą ofiarami tych czynów. Chodzi nie tylko o mnie, ale też o żonę i dziecko tego człowieka. Napiszę to jeszcze raz: BRZYDZĘ SIĘ TYM I LUDŹMI, KTÓRZY TAK POSTĘPUJĄ! Kochałem tą dziewczynę sprzed tych dwóch miesięcy. Jeśli byłaby w stanie przyznać się do błędu to pewnie mógłbym spróbować odbudować z nią nasz związek, inaczej nie widzę takiej możliwości.

Od dziś koniec żali i lamentów. Wiem, że jestem wartościowym młodym człowiekiem, który ma marzenia i chce je zrealizować. Kiedy jesteśmy sami możemy całą swoją energię ukierunkować na pozytywne działanie i rozwój swojej osobowości. Uśmiechajmy się do ludzi i patrzmy w przyszłość z podniesionym wysoko czołem. Chwytajmy szczęście pełną piersią, inaczej samo do nas nie przyjdzie i warto to sobie uzmysłowić. Jeśli ciągle myślisz negatywnie o sobie to doprowadzisz do urzeczywistnienia się tych myśli. Dlatego od dziś koniec z tym. Świat jest piękny, tym którzy chcą go podbić los daje wiele możliwości do osiągnięcia tego celu.

A byłbym zapomniał! Dzięki Bonfire, extra kawałek! Posłuchajcie

 Dub FX - Love Me Or Not